Jesteś ciekaw, czy naprawdę aż tyle spraw wygrywamy?

Jeżeli dalej nie wierzysz, możesz sprawdzić autentyczne wyroki, które regularnie publikujemy w zakładce "AKTUALNOŚCI → WYROKI I UGODY"

Logo knf 3bfdf6af59f99be054f73a98975072c85da3fffc09285bf1f9155682e735a0e1

Kredyty Walutowe - Frankowicze

07.02.2017

Wygrana z PKO, AXA i Generali!

Witamy, wygraliśmy 3 kolejne sprawy z Generali, PKO BP i AXA. Gratulujemy klientom.


11.01.2017

Wygrana z Generali

Gratulujemy Panu Przemysławowi szybkiej wygranej i rozliczenia z Generali :)
Zapraszamy osoby chętne do odzyskania pieniędzy z polisolokat.


20.11.2016

Zwrot akcji dla posiadaczy toksycznych polis

Patrząc na ostatnie wydarzenia w sprawie kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich, nie można nie zwrócić uwagi na głośny (choć nieprawomocny) wyrok unieważniający umowę kredytu frankowego z powodu nieprecyzyjnych zapisów. Następnym czynnikiem jest raport Rzecznika Finansowego, z którego wynika, że zdaniem Rzecznika kredyty frankowe nie są w ogóle kredytami. Mając na uwadze fakt, że sądy bardzo często mają takie samo zdanie jak Rzecznik Finansowy, zmiany są pewne, ale bankowcy również nie próżnują przygotowują „kontrofensywę”. Również posiadacze polis typu Libra, czy Pareto (czyli najmniej przyjemne ze wszystkich polis inwestycyjnych, jakie w przeszłości były sprzedawane przez banki, pośredników finansowych i sprzedawców inwestycyjnych) mogą oczekiwać poprawy sytuacji.

Nieprzyjemności związane z polisami typu Pareto, Lucro i Libra są spowodowane faktem, że według ich założeń pieniądze nie są inwestowane w zwykłe fundusze inwestycyjne, lecz w „coś”, czyli jakiś fundusz lokujący następnie składki w opcje giełdowe. Mając taką polisę największym problemem nie jest wymagana przez ubezpieczycieli na klientach wycofujących się przed 10-15 rokiem opłata likwidacyjna, lecz to, że na takim koncie zwyczajnie nie ma już środków. W przypadku „zwykłej” polisy inwestycyjnej nie podoba nam się głównie to, że ubezpieczyciel pobiera wysokie prowizje (wewnątrz są zwykłe fundusze, które zarabiają, ale są obłożone dodatkowymi prowizjami).Mając polisę strukturyzowaną, nie podoba nam się to, że wartość naszych pieniędzy znika już w pierwszych dniach (wartość indeksu, od którego zależy suma polisy, nagle maleje z powodu „urealnienia” bieżącej wartości opcji giełdowej, która jest w środku tego indeksu).

Zgodnie z informacjami od prawników z kancelarii Rączkowski, Kwieciński, udało im się wywalczyć unieważnienie umowy ubezpieczenia grupowego Pareto II, która była zawarta pomiędzy pośrednikiem finansowym Open Finanse, a firmą ubezpieczeniową Europa. To polisa, z którą prawnicy „walczą” od dawna. Do tego grupowego ubezpieczenia przystępowali klienci Open Finance. Co prawda, wyrok nie jest prawomocny, ale w tej sytuacji może być kolejnym etapem w doprowadzeniu zwrotu przez ubezpieczycieli pieniędzy wpłaconych przez klientów do tego typu produktów.

"Sąd wskazał, że z umowy ubezpieczenia nie wynika w jaki sposób jest ustalana wartość rachunku klientów, w konsekwencji doszło do przekroczenia zasady swobody umów (art. 353 kodeksu cywilnego), która stanowi, że strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego. Zdaniem sądu okoliczność braku ujawnienia w umowie ubezpieczenia sposobu ustalenia wartości rachunku sprzeciwia się naturze zobowiązania. Uzasadniając wyrok sąd zauważył, że rachunki klientów tylko w ciągu dwóch miesięcy straciły na wartości blisko 40%"

- można wyczytać z notatek prawników, którzy spisali wygłoszone w sądzie słowa sędziego. Wynika z nich, że umowa zawarta przez firmę ubezpieczeniową z Open Finance była nieprecyzyjna w takim stopniu, iż sąd uznał, że trzeba ją unieważnić.

Co może to oznaczać dla osób będących w posiadaniu polis Pareto II, a również innych polis z serii Pareto, polis Libra i Lucro? Jeżeli ten wyrok się utrzyma, posiadacze polis Pareto II będą w stanie domagać się zwrotu pieniędzy, które wpłacili – unieważnienie umowy skutkowałoby zwrotem świadczonych dóbr. A posiadacze innych polis typu strukturyzowanego będą mieli w sądzie znacznie silniejszą pozycję.

Dzięki temu wyrokowi (z tym zastrzeżeniem, że jest on nieprawomocny i nie ma uzasadnienia na piśmie) zaistniał kolejny powód do obaw dla firm, które w przeszłości sprzedawały klientom takie polisy. Zakwestionowanie polis typu strukturyzowanego udawało się już wcześniej: w lecie zeszłego roku i w listopadzie 2014 roku. W pierwszej sytuacji sąd doszedł do wniosku, że rdzeniem produktu musiała być opcja, która z definicji wykluczała, że klient zarobi kiedykolwiek pieniądze. W drugiej udało się przekonać sąd, że klient polisy typu strukturyzowanego nie został właściwie poinformowany o istocie produktu, który został mu zaoferowany. Podsumowując obecną, trzecią tego typu sytuację – firmy oferujące tego typu polisy powinny przygotować się do oddania klientom ich pieniędzy.


20.11.2016

Odwalutowanie kredytu nie zawsze opłacalne

Sprawa frankowych kredytów hipotecznych ciągle się rozwija biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich tygodni. Odnotowano 3 wyroki unieważniające bądź odwalutowujące kredyty indeksowane kursem franka szwajcarskiego (wszystkie trzy są nieprawomocne) oraz wspomniany we wcześniejszym artykule wyrok Sądu Najwyższego, w którym stwierdzono niedosłownie, że do końca nie wiadomo, ile klient jest winny bankowi. Nie są to duże osiągnięcia, ale bez wątpliwości te niewielkie sukcesy są początkiem większej zmiany i umniejszają znaczenie dwóch zeszłorocznych orzeczeń Sądu Najwyższego, którymi do tej pory mogli bronić się bankowcy. Zgodnie z pierwszym z nich, konsekwencją wyrzucania z umów kredytowych bezprawnych zapisów nie może być zmiana „natury kontraktu”, czyli np. odwalutowanie kredytu. Z kolei drugi z nich stanowi, że frankowicze nie mają prawa skarżyć się na spready, bo nieprawidłowe zapisy w umowach zostały uregulowane aktem prawnym wyższego rzędu, tzn. ustawą antyspredową.

Wbrew pozorom nie każdy klient, który wpadł w pułapkę kredytu frankowego, musi za wszelką cenę dążyć do odwalutowania umowy. Zakładając, że ktoś brał kredyt przy kursie franka powyżej 3 zł i korzystał z bardzo niskiej marży banku (w dodatku ostatnio z ujemnego oprocentowania), to pomimo wzrostu zadłużenia mógł skorzystać na tzw. dysparytecie stóp procentowych. W tej sytuacji przechodzenie na kredyt w PLN nie przyniosłoby dużego zysku.

Taki wniosek wysunęli klienci mec. Damiana Nartowskiego z krakowskiej kancelarii Harain Cieloch. Toczyli oni sprawę z Bankiem Pekao w związku z kredytem, który niegdysiejszy „Żubr” odziedziczył po dzielonym przed kilkoma laty na dwie części Banku BPH.

Klienci posiadają kredyt denominowany we franku - nie mylić z kredytem indeksowanym, na ich umowie jest kwota kredytu we frankach. Kredyt został udzielony w 2005 r. Pozwaliśmy bank o nadpłacone raty wskutek stosowania kursu jednostronnie ustalanego przez bank – począwszy od momentu udzielenia kredytu (czerwiec 2005 r.) do dnia wniesienia pozwu (maj 2015)

-wyjaśnia mec. Nartowski. Biorąc pod uwagę denomicancję kredytu we franku (w związku z tym jego „odfrankowienie” nie jest oczywiste, jak przy kredycie indeksowanym, gdzie franki pojawiają się tylko w klauzuli indeksacyjnej) kwota udzielonego kredytu była niska (około 70 000 CHF), a porażka mogłaby wygenerować koszty, które, zdaniem prawników, mogłyby przy krótkim czasie pozostałym do zakończenia umowy spowodować nieopłacalność toczenia sądowej rozprawy. W tej sytuacji klienci zdecydowali się zażądać tylko zwrotu spreadu wynoszącego około 8 500 zł za okres 10 lat. Ten spór był rozpatrywany przez sądy dwóch instancji, a jednym z kontrargumentów wysuniętym przez banki padły zdania o ustawie antyspreadowej, która miałaby anulować abuzywność klauzuli określającej swobodne kursy, po jakich klienci spłacali raty.

Przekonaliśmy zarówno sąd i instancji (Sąd Rejonowy dla Krakowa–Krowodrzy, i C 2535/15/K), jak i sąd odwoławczy rozpoznający apelację banku (Sąd Okręgowy w Krakowie, II Ca 981/16), że ustawa antyspreadowa nie może sanować niedozwolonych postanowień umownych. Podkreślaliśmy, że daje tylko dodatkowe uprawnienie, nie wykluczając jednocześnie możliwości dochodzenia praw w inny sposób, chociażby w drodze powództwa o zapłatę. Wskazywaliśmy, że z treści ustawy antyspreadowej nie można wywnioskować, że ma automatyczny skutek i „naprawia” klauzule abuzywne w kredytach z elementem walutowym

- podsumowuje prawnik reprezentujący klientów. Zdaniem sądu klauzula mówiąca o regułach ustalania kursu, po jakim klienci mają spłacać raty, jest abuzywna (tzn. nieprecyzyjna i godząca w interesy klientów). Klient otrzymał 8 500 zł i jest zadowolony, gdyż jest to równowartość zwrotu całego spreadu, a nie tylko jego części. Jedyne pytanie brzmi: dlaczego konieczne były aż dwie instancje w walce banku o coś tak oczywistego jak spread?


20.11.2016

Dług trzeba spłacić, ale po jakim kursie go przeliczyć?

Sprawy sądowe dotyczące tzw. frankowiczów (którzy domagają się unieważnienia umowy, odwalutowania jej lub zwrotu spreadu walutowego) pozostają nadal w większości nierozwiązane. Do tej pory zanotowano trzy wyroki, których efektem było unieważnienie lub odwalutowanie umów - wszystkie zapadły w pierwszej instancji. Z kolei najbardziej zaawansowany pozew zbiorowy "Nabitych w mBank" został cofnięty przez Sąd Najwyższy do apelacji. Jednakże pojawiła się jedna sprawa frankowa, która skończyła się prawomocnym wyrokiem dla klientki, a co najważniejsze, wyrok zapadł z udziałem Sądu Najwyższego. Sama sprawa nie dotyczy bezpośrednio odwalutowania kredytu, ale unieważnienia BTE.

Spór ten zyskał przydomek "sprawy szczecińskiej". Klientka mBanku po niespłaceniu kilku rat kredytu zażądała anulowania BTE, który został wystawiony. Według niej nastąpiło nieprawidłowe przeliczenie jej zobowiązań z franków na złote, co spowodowało wzrost sumy z 131 tys. franków (kwota z 2007 roku przy kursie 2,33 zł) do 306 tys. franków. w chwili wystawienia BTE, czyli w marcu 2013 roku, bank podliczył dług na 449 tys. franków. Podstawą zakwestionowania długu przez klientkę była zawarta w umowie kredytowej nieprecyzyjna klauzura, dzięki której bank ustalał kurs franka przy spłacie rat. Drugą kwestią był brak skutecznego powiadomienia klientki przez bank o zamiarze wypowiedzenia kredytu i nadchodzącej egzekucji. Wezwanie faktycznie zostało wysłane, ale na niewłaściwy adres. Bank również nie przeprowadził tzw. postępowania upominawczego.

Sąd w pierwszej instancji uznał, że kredyt został wystawiony prawidłowo, ale zaznaczył, że BTE nie powinien być podliczony ze względu na nieprecyzyjność klauzuli w umowie. w drugiej instancji sąd doszedł do wniosku, że wypowiedzenie umowy nie zostało przeprowadzone prawidłowo - sytuacja klientki gwałtownie się poprawiła. Po trafieniu sprawy do Sądu Najwyższego, ten oddalił kasację banku, co oznaczało, że wypowiedzenie umowy klientce, przeliczenie jej długu na złotówki i postawienie go w stan natychmiastowej wymagalności było poważną nieprawidłowością.

Jakie wnioski można wyciągnąć z tej sprawy? Co prawda, nie dotyczy ona bezpośrednio odwalutowania kredytu, ale stanowi postęp w sporze frankowiczów z bankami. Sąd Najwyższy w swoim wyroku nie podkreślał abuzywności klauzuli przeliczeniowej - twierdził, że nie ma sensu rozważać, czy BTE powinien być wystawiony na 400 tys. zł czy na 200 tys. zł, skoro... w ogóle nie powinien być wystawiony. Najważniejszym punktem dla sprawy problemów z kredytami walutowymi mają słowa Sądu, że sąd apelacyjny prawidłowo ocenił jako abuzywną klauzulę uzależniającą wartość długu klientki od kursów ustalonych dowolnie przez bank. Znaczącym gestem było dodanie (patrząc znacząco na prawników banku), że strony sporu powinny wziąć to pod uwagę przy próbach rozwiązania sytuacji. Sądzia powiedziała też, że ustalenia, ile pieniędzy jest winna bankowi klientka, nie leży w kompetencjach Sądu Najwyższego. Stwierdziła tylko, że dług istnieje i klientka powinna go spłacić - ale na jakich warunkach, to już zupełnie co innego. Dała jednak do zrozumienia, że na takich, które uwzględniają abuzywność klauzuli przeliczeniowej.

Podobno prawnicy mBanku w mowie kasacyjnej twierdzili, że Wysoki Sąd powinien zgodzić się na ustalenie zobowiązania klientki według kursu NBP, ale sąd słysząc to, ponoć popukał się w czoło. Stowarzyszenie frankowiczów interpretuje takie stanowisko jako potwierdzenie, że banki (ten konkretny oraz inne, które pożyczyły klientom według szwajcarskiej stopy procentowej) nie są uprawnione do wyliczenia kwoty zadłużenia klienta na podstawie klauzul waloryzacyknych i kursu ustalanego swobodnie przez siebie.

Podsumowując, Sąd Najwyższy w tej sprawie nie rozprawił się do końca z abuzywnością do końca. Dał z kolei mocny i wyraźny sygnał, że tą nieprawidłowość trzeba wziąć pod uwagę czytając umowę. Do tej pory zwycięsko wychodziły tylko banki, ale to jest pierwszy wyrok, który nie szkodzi, a wręcz pomaga frankowiczom. Pozostaje obserwować dalsze negocjacje mBanku dotyczące tego kredytu oraz pozostałe sprawy związane z długami walutowymi.


Zainteresował Cię ten temat?
A może chciałbyś sprawdzić naszą ofertę z nim związaną?


Logo knf 3bfdf6af59f99be054f73a98975072c85da3fffc09285bf1f9155682e735a0e1
Logo knf 3bfdf6af59f99be054f73a98975072c85da3fffc09285bf1f9155682e735a0e1

Zapisz się, aby otrzymywać od nas najnowsze informacje:




Polityka prywatności

Wspierają nas:

Bezprawie Bankowe Sklep z Prawem MK Evolution